Nie wierzę w work-life balance

Jestem typem człowieka, który w pracę się angażuje. I nie piszę tego chwaląc się, a raczej trochę w ramach samobiczowania. Ale żebyście mnie dobrze zrozumieli – angażowanie się w pracę jest ważne. Tylko jak we wszystkim – bez przesady.

źródło: pinterest

W ostatnim kwietniowym numerze Rzeczpospolita Plus-Minus pojawiło się kilka ciekawych tekstów pod wspólnym hasłem „Polacy harują”. I to w zasadzie prawda. Statystycznie Polacy pracują długo w przeciwieństwie do np. takich Holendrów, którzy wyrabiają pi razy oko połowę naszej normy. Ale jakby tak porównać zasobność portfela statystycznego Polaka i Holendra okazuje się, że jednak ci drudzy robią coś lepiej.

Z grubsza można się pokusić o podział Polaków przepracowanych na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy pracują często na kilku etatach po to, żeby być w stanie utrzymać się od pierwszego do pierwszego. Druga to dzieci kapitalizmu, które wyrabiają 200% normy w dużych firmach za duże pieniądze pracując na swój status i prestiż. To dwie skrajnie różne grupy, chociaż łączy je jedna podstawowa cecha – „niedożycie”.

Będąc nauczycielem pracującym na pełen etat w szkole i dorabiającym po godzinach udzielając korepetycji, nie masz zbyt wiele czasu na regenerację, czy cudowne spełnianie się. Podobnie konsultując kwestie finansowo strategiczne dla globalnych graczy, między jednym raportem, a drugim starcza ci czasu akurat na odreagowanie.

źródło: pinterest

Tak, duże firmy coraz więcej inwestują w tak zwane well – being swoich pracowników. Work – Life balance jest ważnym sposobem na utrzymanie efektywności, bo przecież żyjemy w czasach kiedy tak łatwo się wypalić.

Ale ja nie wierzę w work-life balance.  Bo balansowanie samo w sobie jest męczące i wymaga pełnego skupienia na zachowaniu równowagi. A może ta równowaga jest niemożliwa (albo niepotrzebna)?

W jednej z firm, w której pracowałam ukuto inne określenie – work-life match. I szczerze mówiąc dużo bardziej to do mnie przemawia. Bo czy nie byłoby fantastycznie móc tak dopasować pracę do życia (tak akurat mam w głowie priorytety poukładane, że życie jednak jest na pierwszym miejscu), żeby się uzupełniały? Wiadomo – w pracy zarabiam, żeby po pracy móc się realizować. Albo praca jest spełnieniem moich życiowych aspiracji i wypełnia moje życie. Tylko co zrobić, żeby tak się dało?

Odpowiedź jest banalna. Jesteś rekruterem? Zatrudniaj właściwych ludzi.

źródło: pinterest

Takich, którzy rozumieją filozofię działania firmy i ją akceptują. Tak, wiem. Każda rekrutacja jest na wczoraj i jeśli człowiek ma właściwe kompetencje, po prostu go bierzemy, trzymając kciuki za to, że się wdroży, zrozumie, i przyzwyczai. Ale ilu nowych się nie przyzwyczaja? Ile razy kandydat niedopasowany do kultury organizacyjnej dziękuje za współpracę, zanim się „zamortyzują koszty rekrutacji”? Albo ile razy trzeba takiego pracownika pożegnać, bo jego praca przynosi więcej szkody niż pożytku?

źródło: pinterest

Oczywiście, że znalezienie pracowników kompetentnych, a jednocześnie dopasowanych do kultury nie jest łatwe, tak samo jak nie jest łatwo znaleźć miłość swojego życia, a jednak są tacy, którym się udaje i chyba nawet nie żałują, że szukali. Tak samo TY jako rekruter możesz zaprojektować proces rekrutacji tak, żeby zwiększyć szansę na znalezienie właściwej osoby. Po co masz dostawać setki CV na swoje ogłoszenie, skoro wybierzesz z nich sześć. Może lepiej od razu tak sformułować treść oferty pracy, żeby zwiększyć szansę na zaaplikowanie tych właściwych. Nie, nie płacimy kroci za pracę 20 godzin w tygodniu, która głównie polega na piciu pysznej kawy i zabawie w młodym, ambitnym zespole. Tak, jesteśmy wymagający i umiemy za spełnianie tych wymagań odpowiednio wynagradzać. W końcu chcesz trafić na świadomego człowieka, który wie, co wybiera. Im mniej lukru, tym bardziej prawdopodobne, że przyciągniesz właściwe osoby.

A co, jeśli to ja aplikuję? Co jeśli szukam pracy, która nie zabije mnie wewnętrznie i da środki, żeby sobie pożyć? Odwróć sytuację – czytaj uważnie ogłoszenia i nie aplikuj na wszystko, co popadnie, bo może akurat oni są fajni, ale zapomnieli o tym wspomnieć w ofercie. Jeśli zapominają wspomnieć o czymś, co jest dla Ciebie kluczowe w pracy, to znaczy, że nie chcesz tam pracować. Na rozmowie nie owijaj w bawełnę – tak, oczywiście, że to jak pierwsza randka i trzeba się dobrze zaprezentować, ale wyobrażasz sobie, że umawiasz się z nałogową/ym palaczką/em, podczas gdy nienawidzisz smrodu nikotyny? Serio? Będziesz się przymuszać i czekać, aż komuś się odmieni?

 

źródło: pinterest

A co zrobić, jeśli po prostu dużo pracować muszę, żeby mieć za co żyć? Obawiam się, że tu każda rada będzie głupia. I pewnie najlepiej, gdyby była indywidualna. Czasem warto spojrzeć na koszty pracy – zastanowić się, ile czasu i pieniędzy poświęcam na dojazdy i poszukać czegoś bliżej. Czasem trzeba szukać czegoś innego, tymczasem pracując, jak się da. To miejsce, w którym zatrudniający powinni się zastanowić nad swoim systemem wynagradzania i czy na pewno opłaca im się płacić mało ludziom, którzy generują zyski, ale którzy sami w tej robocie się spalają i pewnie prędzej czy później ją porzucą, bo dostaną coś lepszego, albo bo nie będą mieli już siły.

Nie wierzę w work-life balance, bo brzmi to dla mnie jak chodzenie po linie rozciągniętej dwadzieścia metrów nad ziemią. A ja lubię mieć grunt pod nogami i wiedzieć na czym stoję.

4 Replies to “Nie wierzę w work-life balance”

  1. Dziękuję za ten post! Ostatnio prowadząc szkolenie z tzw. work-life balance razem z grupą ukuliśmy stwierdzenia work-life satisfaction i work-life mix. W pierwszym, zgodnie z nazwą, chodzi o czerpanie z obydwu sfer życia satysfakcji, czyli czegoś znaczącego, przynoszącego szczęście, pobudzającego do dalszego działania (w przeciwieństwie do bezmózgiego siedzenia przed telewizorem w domu po pracy, gdy spojrzawszy na zegarek dociera do nas ile czasu zmarnowaliśmy).
    Jeśli chodzi o work-life mix, to ważne jest danie sobie przyzwolenia na mieszanie się i pracy, i życia prywatnego, bo jeśli potrzebujemy wykonać prywatny telefon w pracy albo jeśli musimy skończyć coś zawodowego w domu, to najgorsze jest biczować się za to! Nie o to w tym „balansowaniu” chodzi. Czas nie jest szafka w Ikei, pełna perfekcyjnie zorganizowanych i wyspecjalizowanych przegródek – czasem musi zmieszać to, co zawodowe, z tym, co prywatne.

    1. dobre z tą szafką 🙂 Osobiście jestem zwolenniczką tego pierwszego podejścia – jeśli praca i to co poza nią nas cieszy (mimo gorszych dni, które są i będą zawsze) to znaczy, że jesteśmy szczęśliwymi ludźmi 🙂

  2. I went over this site and I think you have a lot of wonderful info, saved to my bookmarks (:.

  3. Fantastic beat ! I would like to apprentice whilst you amend your website, how could i subscribe for a blog web site? The account helped me a acceptable deal. I have been a little bit acquainted of this your broadcast offered vibrant transparent idea

Dodaj komentarz