Dlaczego nie warto być HR’em

Na każdych targach, warsztatach, czy innych spotkaniach rodzinnych, zawsze znajdzie się ktoś, kto palnie „chcę pracować w haerze”. Grzecznie pytam „dlaczego?” i zawsze pada ta sama odpowiedź – „bo lubię pracować z ludźmi”. W tym momencie zwykle mam ochotę powiedzieć, że jest milion innych zawodów, w których możesz pracować z ludźmi np.: sprzedawca, telemarketer, lekarz, prawnik, strażnik więzienny, pani w dziekanacie, etc. etc. W związku z tym, dla tych z Was, którzy chcą zostać haerem, dopiero zaczynają swoją drogę, albo są haerami i zupełnie nie wiedzą, co z tym fantem zrobić, przygotowałam listę solidnych powodów, dlaczego lepiej poszukać innej drogi kariery.

źródło: limk.com

 

  1. Z haerem jest jak z prowadzeniem auta, piłką nożną i polityką – wszyscy się na tym znają. Począwszy od rekrutacji – cóż może być trudnego w zatrudnieniu człowieka? Przecież wszyscy chcą dla nas pracować! Nie możesz znaleźć odpowiedniego kandydata, bo pewnie siedzisz i popijasz kaweczkę. Patrz, a mi znajomy polecił takiego znajomego i on już przychodzi na rozmowę. Ocena pracy? A co ty wiesz o mojej pracy, nie rozumiesz niuansów, wiesz jak tu jest?! Szkolenia? Serio? Mam, chodzić na jakieś mindfullnesowe hokus-pokus, czy uczyć się zarządzania czasem? Chyba się ogarniam, nie? Poza tym – nie mam na takie bzdury czasu!

    źródło: transformationalchange.pbworks.com
  2. Przygotuj się, że na każdym kroku będziesz słyszeć „ale wy jesteście kosztowi!”. Na haer wydaje się pieniądze. Ale haer to nie bułka z masłem, więc mimo, że wydajesz pieniądze, szybko się nim nie najesz. To raczej długotrwała inwestycja, którą nie każdy rozumie, chociaż w zasadzie, jakby to rozrysować na kawałku papieru, okazuje się prosta jak budowa cepa (tylko trochę trudniejsze w wykonaniu). Podobnie jak z inwestowaniem na giełdzie. Niby sprawa sprowadza się do kupowania i sprzedawania, ale nie każdy potrafi robić to skutecznie.

    źródło: pinterest
  3. Nikt nas nie lubi – niższą pozycję na drabinie „lubialności” ma chyba tylko IT (ja was lubię!!!!) – bo mówią w obcym języku i nie umieją naprawić. Haer natomiast długo szuka kandydatów, każe chodzić na spotkania rekrutacyjne, wymyśla jakieś oceny, przez które trzeba myśleć o tym, co się robi, no i – gwóźdź do trumny – zwalnia!

    źródło: pinterest
  4. Praca haera nie trwa od 9 do 17. Oczywiście, że wszyscy tak uważają – tu spotkanko, tam rozmówka, kawka, telefonik i siedzenie na fejsie. W realu, po każdym spotkaniu musi być raport, po każdej rozmowie podsumowanie, od kawy są wrzody, telefon nie przestaje dzwonić, a z siedzenia na fejsie i budowania wizerunku w mediach społecznościowych trzeba przygotować szczegółową analizę klikalności i responsywności wpisów. Gdy tylko świat się budzi, telefon haera zaczyna dzwonić i napływają maile, że ktoś musi przełożyć dzisiejszą rozmowę. To nie oznacza mniej pracy – to oznacza, że między spotkaniami można wykonać pracę, na którą nigdy nie ma czasu, a łeb ci urwą, jak tego nie zrobisz. Nie każdy kandydat może się wyrwać z obecnej pracy na rozmowę, więc umawiasz się na 16, 17, 18 i trzymasz kciuki, żeby było warto! A czasem po szkoleniu wyjazdowym, jakie organizujesz dla zespołu, o 21 ktoś dzwoni, żeby powiedzieć, że zostawił zasilacz od komputera w pokoju i zajmij się tym.

    źródło: someecards.com
  5. Jesteś między młotem a kowadłem. Dobry haer zna ludzi, dla których pracuje – zespoły, do których rekrutuje, które szkoli, czy przygotowuje ścieżkę rozwoju. Lubisz tych ludzi (przeważnie). Dobry rekruter zna kandydatów – już po pierwszej rozmowie potrafi powiedzieć, że to fajni ludzie. Ale haer ma zobowiązanie wobec Firmy przez duże F. Są takie momenty, kiedy musi odmówić fajnemu kandydatowi, kiedy musi powiedzieć fajnemu pracownikowi, że nie pójdzie na wymarzone szkolenie, no i kiedy musi zwolnić. Najgorzej kiedy hr’owi zależy. Próbuje coś zrobić, żeby było dobrze. Ale…

    źródło: pinterest
  6. …nie ma na to wpływu. Haer wykonuje swoją pracę najlepiej jak może, ale też angażuje się emocjonalnie, bo czasem trudno tego uniknąć. I w końcu przychodzi taki moment, że staje na granicy wypalenia. Wtedy musi wbić do swojej empatycznej i proludzkiej łepetyny, że nie na wszystko ma wpływ. W zasadzie na bardzo niewiele ma wpływ. Robi swoje, ale w pewnym momencie procedura się kończy i ktoś inny przejmuje sprawę. I nic już nie możesz zrobić. Możesz próbować i może nawet czasem się coś uda, ale koszt to ogromne pokłady straconej energii, niestety trudnoodnawialnej.

    źródło: pinterest

Praca HR’a jest trudna. Jak każda praca. Dlaczego więc dalej robię to, co robię? Bo człowiek to dziwne stworzenie. Czasem myślisz, że już coś o ludziach wiesz, że dostrzegasz wzór i wtedy poznajesz kogoś, kto całkowicie burzy twój poukładany obrazek. Ludzie są fascynujący. Jeśli dasz sobie moment każdego dnia na pomyślenie o tych, z którymi się spotykasz, nagle zalewa cię fala niesamowitości. Ludzie są nieśmiali i pewni siebie, poukładani i całkiem chaotyczni, niezwykle mili i gburowaci, czasem wiedzą czego chcą, a czasem są jak dzieci we mgle, zaskakują na każdym kroku. Praca haera daje to, że w pewnym momencie przestajesz mówić „nie lubię ludzi, którzy…” (tak, zawsze przychodzi moment przesycenia kontaktami z ludźmi, zwłaszcza jeśli masz naturę introwertyczną), a zaczynasz mówić „nie lubię, kiedy ludzie…” odwołując się do zachowań, a nie osób.

Jak widzicie praca w HR to nie droga usłana różami, ciasteczkami i latte karmelowym na mleku sojowym. To poważne wyzwanie, do którego dobrze podejść świadomie. Jeśli po tej notce nabraliście trochę wątpliwości, to bardzo dobrze – zastanówcie się nad nimi, przemyślcie, ale nie rezygnujcie zbyt łatwo. Teraz przynajmniej wiecie, z czym trzeba się zmierzyć, a to już połowa sukcesu. Do boju!

źródło: laurieruettimann.com

Dodaj komentarz