Zwinność i wodospady, czyli metodyki projektowe a rekrutacja

Jestem człowiekiem niecierpliwym. Jak mam coś zrobić, to tu i teraz, albo wcale. Nosi mnie, jeśli muszę czekać, a gdy w dodatku wiem, że czekam dla zasady, to dostaję białej gorączki. Miałam to szczęście, że rekrutacje, w których byłam kandydatką, szły zwykle bardzo sprawnie. Najdłużej od zaproszenia na spotkanie do oferty musiałam czekać tydzień, a w tym czasie i tak zdążyłam odbyć dwie rozmowy. Jeden proces zakończył się w 48 godzin. Prowadząc rekrutacje również staram się robić wszystko, żeby nie rozciągać ich w czasie.

źródło: pinterest

Ale jest też druga szkoła, która zakłada, że wszystko trwa, tyle, ile ma trwać. Trochę jak przy randkowaniu – odczekaj dwa dni zanim zadzwonisz, bo jak nie, to wyjdzie na to, że bardziej ci zależy! W tej wersji rekrutacji trzymamy się ściśle określonych reguł: najpierw zbieramy aplikacje, później wybieramy długą listę kandydatów na pierwszą rozmowę. Kiedy zakończy się cykl pierwszych rozmów, zasiadamy do wyboru krótkiej listy kandydatów na etap finałowy. Po spotkaniach finałowych dajemy sobie czas na podjęcie decyzji o złożeniu oferty. Negocjujemy warunki, przygotowujemy dokumenty i wreszcie następuje uścisk ręki kończący proces. Tak wygląda metoda kaskadowa (waterfall).

źródło: pinterest

Do mnie bardziej przemawia agile – po uruchomieniu ogłoszenia rekrutacyjnego na bieżąco sprawdzam  spływające CV. Kiedy widzę aplikację pasującą do oferty, od razu przesyłam do menedżera poszukującego pracownika, z pytaniem, czy chce się spotkać. Po spotkaniu wiem, czy kandydat spełnia oczekiwania, więc mogę go rekomendować do finału, lub wysłać odpowiedź odmowną. Są też oczywiście osoby na pograniczu – tu dłużej rozważam za i przeciw – z podjęciem decyzji zwykle trzeba się przespać. W idealnym świecie z wybranymi kandydatami od razu umawiam drugi termin rozmowy i jeśli obie strony będą zadowolone, przystępujemy do finalizacji procesu. Niestety, idealny świat nie istnieje.

źródło: pinterest

Największą zmorą agile’owych rekruterów jest konieczność porównania. Tak jakby za rogiem zawsze mógł czaić się kandydat jeszcze bardziej idealny. A przecież pisałam już kiedyś, że tacy nie istnieją. Punktem odniesienia w procesie rekrutacji nie powinna być osoba, z którą się właśnie spotkałaś/eś, ale opis stanowiska i wiedza na temat zespołu, do którego poszukujesz pracownika. Wszyscy dobrze wiemy, że dziś o dobrych kandydatów nie jest łatwo. Ofert na rynku jest mnóstwo, stawki idą w górę i kandydaci naprawdę mają w czym wybierać (i bardzo dobrze!). Dlatego z mojej perspektywy trzymanie dobrych kandydatów w lodówce na później, może skończyć się tym, że lepsi się nie pojawią, a ten dobry dostanie inną ofertę.

źródło: auntjenjen.com

Czy szybkie działanie to desperackie działanie? Według mnie nie, ale oczywiście można powiedzieć, że jeśli ktoś składa mi ofertę w dniu finałowego spotkania albo dzień po nim to coś znaczy. Dla mnie znaczy to tyle, że jesteś super kandydatem człowieku i będzie nam fajnie z tobą pracować. Dla innych może to oznaczać, że jesteśmy w dramatycznej potrzebie skoro cię bierzemy. Jestem pozytywną realistką, więc ta pierwsza teoria bardziej do mnie przemawia.

źródło: pinterest

Kandydatów może też obezwładniać efekt zaskoczenia, czyli szybka decyzja rekrutacyjna. Bo kto by się jej spodziewał? Wszak proces powinien trwać i trwać, aż zapomnisz, że aplikowałeś. Cóż, wychodzę z założenia, że jeśli kandydat wysyła CV, a później bierze udział w spotkaniach rekrutacyjnych, to może się spodziewać oferty zatrudnienia. Najbardziej problematyczny jest wtedy termin rozwiązania umowy z obecnym pracodawcą. Przyznaję, to trudne. Sama byłam w sytuacji, kiedy musiałam wstrzymać urlop, żeby ostatniego dnia miesiąca pojawić się w biurze i złożyć wypowiedzenie. Wiem, że dla wielu osób może to być spora przeszkoda, ale po to w umowie o pracę zawarty jest okres wypowiedzenia, żeby obie strony miały czas na przygotowanie się do pożegnania.

źródło: pinterest

Jest pewien urok w procesach kaskadowych. Są poukładane, uporządkowane i niezaskakujące. Trochę oldschoolowe jak kraftowe piwo. W takich procesach kluczowe jest planowanie i informacja o tym jak wyglądają ramy czasowe poszczególnych etapów, tak żeby kandydat nie czuł się zapomniany. Ważne są też zimne nerwy, jeśli kandydat poinformowany o terminie kontaktu za dwa tygodnie, mówi że za dwa dni ma dostać ofertę z innego miejsca. Rekruter musi być ponad to.

źródło: pinterest

Lubię kraftowe piwa, chociaż w zasadzie wszystkie piwa lubię, bo dobre piwo nie jest złe. W procesach za to, wolę działać szybko i nie zawsze szablonowo. Oczywiście agile może wydawać się chaotyczny, zmuszający do podejmowania trudnych działań i szybkich decyzji. Jest problematyczny do realizacji w mocno sproceduryzowanych środowiskach i jest zaskakujący, a to nie zawsze mile widziane.

źródło: bankyGirl

W tej walce nie ma dobrej, czy złej strony – jest metoda lepiej lub gorzej dopasowana do procesu albo organizacji. Koniec końców to rekruter w porozumieniu z biznesem wybiera sposób pozyskania pracowników, który wydaje mu się najbardziej efektywny.  A co do Ciebie bardziej przemawia? Team Agile czy Team Waterfall?

źródło: pinterest

 

 

Dodaj komentarz