Prawdziwych blogerów już nie ma

Wiecie, że urodziłam się w czasach kiedy nie było dostępu do internetu? Później się pojawił, a z nim takie wynalazki jak np. blogi. Pamiętam długie dyskusje na temat, czy blog ma jakąkolwiek wartość, czy to nie spłycanie idei pisarstwa, czy dziennikarstwa. Nawet w wiadomościach o tym mówili! Później okazało się, że 80% ludzkości pragnie podzielić się swoimi przeżyciami ze światem. Tak powstała „blogosfera”. Pisało się wtedy blogaski „ja i moje życie”, publikowało historie mniejszych i większych sercowych porażek, a także dzieliło się ze światem przemyśleniami o sensie życia. Jednym słowem – amatorka.

źródło: dumpaday.com

Dziś blogerzy zarabiają średnio około 20 tyś PLN rocznie na swojej działalności. (W tym miejscu ronię łzę, że jestem frajerką totalnie bez kompetencji biznesowych.) Między innymi o tym miałam okazję dowiedzieć się na konferencji See Bloggers Łódź, która odbyła się w ostatni weekend czerwca.

Nie postrzegam siebie jako blogera haerowego. Raczej jestem haerem, który pisze bloga. Pewnie dlatego wejście w świat twórców internetowych było dla mnie jak przejście na drugą stronę lustra – poszłam jak ta naiwna Alicja za białym królikiem i totalnie nie ogarniałam co się dzieje. Już na etapie rejestracji na wydarzenie poczułam, że znajduję się w innym świecie, pełnym kolorowych ptaków, gdzie każdy chce się wyróżniać, ale koniec końców najbardziej widoczne były zwykłe wróble, bo łatwo było je dostrzec w morzu wyjątkowości. Tematycznie wydarzenie kręciło się wokół pasji. Oczy mi się świeciły, gdy czytałam tytuły wszystkich „pasjonujących” wystąpień. I faktycznie pasja to podstawa, żeby w tym zawodzie wytrwać. Ale motorem zasilającym tę pasję bywają różne rzeczy. W zdecydowanej większości to kasa – tak jak w każdej pracy.

źródło: 9gag.com

Nie chcę żeby mnie źle zrozumiano – uważam, że za pracę należy się wynagrodzenie. Pochodzę jednak ze świata, w którym pisanie, twórczość i możliwość dzielenia się swoją aktywnością z ludźmi to przywilej. Pewnie dlatego dla mnie blogowanie to trochę magia. Tymczasem pokolenie młodsze ode mnie (bosz! ja dorastam!!!) prezentuje inne podejście. Przede wszystkim pomysł na bloga jest pomysłem na zarabianie pieniędzy. W drugiej kolejności powstaje pytanie o czym mam pisać. Słuchając różnych wystąpień na See Bloggers doświadczałam niezwykłego wahania nastrojów. Z jednej strony to fajnie, że blogi się profesjonalizują. Młodzi ludzie wchodzą w internety z gotowym biznesplanem, mają przemyślane kwestie „kontentów”, „zasięgów” i miliona innych totalnie mierzalnych wskaźników przekładalnych na złotówki. Z drugiej strony czułam się jak na zjeździe amwaya, gdzie połowa ludzi zamiast źrenic ma znaczki dolara albo euro. Obrazowo można by powiedzieć, że na prawo stali ludzie z pasją, którzy wierzą, że trzeba robić co się lubi, a cała reszta sama się ułoży, a po lewej byli ci, którzy najpierw dokonali obliczeń w excelu, a później zastanawiali się jaką do nich dorobić treść.

źródło: pinterest

Bloger to już coraz rzadziej hobby. To pełnowartościowy zawód, którego można się nauczyć, wyszkolić a kto wie, może nawet certyfikować (jestem dyletantką, wybaczcie). Zakres obowiązków to tworzenie „kontentu”, który będzie się łatwo monetyzować.  Jak to obrazowo ujęła jedna z prelegentek – Fashionelka – jest się słupem ogłoszeniowym. Na swoim blogu możesz wieszać reklamy i banery. Twoje wpisy mogą być elementem kampanii marketingowej. Ktoś ci płaci za kilka dobrych słów o swoim produkcie, albo za zdjęcie z logo. A ty jesteś sprzedawcą, który stara się zgromadzić wokół siebie jak największy tłum, żeby mieć opłacalny zasięg.

źródło: pinterest

Maciej Budzich mówiąc o śmierci blogosfery zwrócił uwagę, że kończy się świat blogerów. Teraz mówimy o twórcach lub influencerach (kocham te określenia!). Wspomniana już wyżej Fashionelka dodała, że twórca influencerowi nie jest równy. Ten pierwszy jedynie kreuje, drugi natomiast wpływa na zachowania ludzi czyli.. sprzedaje. W panelu dotyczącym „jakości społeczności” (tak moi drodzy czytelnicy – Wasza jakość też jest mierzalna!) pan Kamil Pawelski vel. Ekskluzywny Menel (wow!) stwierdził, że „nie sprzeda swojej społeczności tanio”. Jak na przykład robią to influencerzy o bardzo dużych, ale sztucznie kreowanych przez boty, zasięgach. Pan Kamil wykonał dużo pracy żeby chcieli go oglądać i czytać prawdziwi ludzie, więc jeśli jakiś reklamodawca chce do nich dotrzeć, musi za to odpowiednio zapłacić.

źródło: pinterest

See Bloggers Łódź było dla mnie jak podróż na drugi koniec świata. Całkowita zmiana otoczenia, nowy język, nowa kultura. Świat, o którym wiedziałam, że jest, ale nic poza tym. Poczułam się trochę staro, ze swoim romantycznym podejściem do pisania skonfrontowanym z bardzo utylitarną wizją młodszych influencerów. Popłakałam się ze wzruszenia słuchając pełnego pasji wystąpienia Jurka Owsiaka i płakałam z radości patrząc na Kasię Nosowską, tak cudownie prawdziwą w całej tej wykreowanej scenerii. Wróciłam z nową wiedzą i marzeniem żeby wrócić na to wydarzenie i obserwować dalszy rozwój zawodu Blogger (czy Influencer). Nigdy nie rekrutowałam do sprzedaży, ale wydaje mi się, że tak właśnie wygląda jej przyszłość. Bezpośredniość, twarzowanie, poczucie zakumplowania z człowiekiem sprzedającym.

źródło: weknowmemes.com

Pani Fashionelka mówiła, że w szczycie swojej popularności na postach promowanych zarabiała 100 – 150 tyś PLN miesięcznie. To chyba całkiem przyzwoite zarobki jak na pracę polegającą „tylko” na pisaniu i robieniu ładnych zdjęć? W tym kontekście chciałabym, żeby każdy rozpoczynający tę zawodową drogę obejrzał wystąpienie Agnieszki Jastrzębskiej, twórczyni Jastrząb Post, która przez godzinę opowiadała o kosztach, nie tylko finansowych, ale też emocjonalnych, obrania takiej ścieżki kariery. I żeby każdy, kto myśli o tym jak łatwo zarobić miliony miał okazję porozmawiać z Ulą Chincz vel. Ula Pedantula, kobietą o jakby niekończącej się energii, która mówiła o momentach kiedy życie influencera ją przerasta (ale później bierze cztery litery w troki i dalej zapitala).

Mnie konferencja zainspirowała. Przede wszystkim do dalszej pracy, pisania, eksperymentowania z formą, ale też do otwarcia nowej kategorii notek – Zawód: nieznany – o nowych drogach karierowych. Jeśli chcielibyście poczytać o jakimś zawodzie koniecznie dajcie znać – zobaczymy co da się zrobić 🙂

źróło: thehumortrain.com