Ile kosztuje żeby rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?

W życiu większości młodych, zdolnych, robiących karierę przychodzi taki moment, kiedy na bardzo ważnym spotkaniu służbowym, wśród opowieści o rosnących KPI’ach i spadającym popycie, olśniewa ich genialna myśl „rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”. Myśli czasem towarzyszy prawie-plan na założenie ekologicznego gospodarstwa rolnego z owcami, kozami i bio-jarmużem prosto z ogródka. Specjalnie dla Was przekopałam się przez strony magazynów rolniczych, giełd zwierząt i ogłoszeń o sprzedaży działek. Chcecie wiedzieć ile kosztuje „rzucenie wszystkiego” i jak długo musicie zarzynać się w korpo żeby sobie na to pozwolić?

źródło: pinterest

Przede wszystkim pamiętajcie, że Bieszczady to tylko jedna z opcji. Gdyby cały korpo świat chciał się przenieść tylko w Bieszczady wkrótce te okolice bardziej przypominałyby Mordor na Domaniewskiej niż sielską krainę wypoczynku i medytacji sensu prostego życia. Do wyboru macie jeszcze całą ścianę wschodnią z Podlasiem czy Lubelszczyzną, Kujawy, albo inne tereny, które nie występują w mokrym śnie korpoludka. Dlaczego warto się nad nimi zastanowić? Bo są tanie.

źródło: pinterest

Jeśli myślisz o gospodarstwie nawet nie patrz na „piękne działki budowlane” 1000 m2 – jarmużu z takiej posesji nie starczy nawet na jesienne kiszonki. Powinny Cię interesować tereny nie mniejsze niż 1 ha. Najlepiej z siedliskiem, czyli gotowym albo prawie gotowym „gospodarstwem” – domem, stodołą, zabudowaniami gospodarczymi. Ważna też będzie klasa ziemi, jeśli interesują Cię jakiekolwiek uprawy (najlepiej od klasy IV w dół – będą najbardziej żyzne). Żeby stać się właścicielem gospodarstwa/rancza czy jak tam to sobie nazwiesz, musisz mieć (lub móc wziąć kredyt na) około 300 – 600 tyś. PLN. Oczywiście im więcej tym lepiej, ale taka kwota (przedział w zależności od rejonu, klasy ziemi i jakości zabudowań) powinna na początek wystarczyć. To mniej więcej tyle ile potrzeba na zakup trzypokojowego mieszkania w Warszawie. Małym problemem (poza oczywiście zgromadzeniem 0,5 mln zł) mogą być przepisy prawa, które mówią, że pierwszeństwo w zakupie ziemi rolnej mają… rolnicy już posiadający ziemię, będący rolnikami z wykształcenia albo Agencja Nieruchomości Rolnych. No ale czego się nie robi żeby spełnić marzenia? Koniecznie trzeba wystąpić o zgodę na zakup gospodarstwa do ANR – wniosek taki zobowiązuje nabywcę do prowadzenia zakupionego gospodarstwa przez kolejne 10 lat (w czasie których nie możesz ziemi sprzedać ani odstąpić). Zawsze możesz się też doszkolić na jednym z kierunków studiów podyplomowych z rolnictwa dla nierolników – koszt semestru to mniej więcej 1500 – 2000 pln.

źródło: pinterest

Zakładając, że masz odpowiednie uprawnienia oraz żywą gotówkę zarobioną w międzynarodowej firmie będącej liderem w swojej branży, możesz przystąpić do wyboru szczęśliwego miejsca zamieszkania. Oczywiście ważne są okoliczności przyrody. Wolisz teren pagórkowaty czy może obfitujący w jeziora? Bardziej „zadupie” czy jednak coś bliżej wiejskich osiedli? Wybór jest duży na portalach ogłoszeniowych – sky, a raczej portfel, is the limit. Pamiętaj jednak, że nie kupujesz ziemi po to żeby ją mieć, ale żeby prowadzić na niej gospodarkę, z której da się wyżyć. No i zawsze marzyłaś/eś o stadzie owiec/kóz/świń/kur/koni czy strusi. A zwierzęta potrzebują przestrzeni. Najmniej wymagające pod tym względem są kozy, bo nie wymagają wiele – jakieś 0,15 ha na kozę z małymi. Najwięcej przestrzeni potrzebują konie od 0,2 ha na źrebaka do 0,7 ha na dorosłą klacz. Więcej na ten temat znajdziesz w prasie specjalistycznej .

źródło: pinterest

Załóżmy, że na razie się rozkręcasz, więc myślisz o hodowli owiec na Podlasiu i skromnym gospodarstwie agroturystycznym. Dwa hektary ziemi kupisz za jakieś 350 tysięcy (zabudowania mogą być do remontu). Połowę przeznaczasz na hodowlę 30 owiec, do tego jakieś kury, żeby były świeże jaja dla wczasowiczów i może ze dwie kozy, bo kozy generalnie są fajne. Owca sztuk jedna to koszt około 250-300 pln, kozę kupisz już za 170 zł, a kura będzie Cię kosztować do 20 zł za sztukę. Jeśli chcesz zaszaleć możesz wyłożyć jeszcze kilka tysięcy na konia – warszawka lubi jeździć konno po polach hołdując swej szlacheckiej tradycji. Podsumowując na ten moment wydałaś/eś – 350 tyś. ziemia, 9 000 owce, 340 kozy, 300 kury no i może z 6 000 za klacz (kucyk będzie tańszy) – co daje jakieś 365 340 PLN. Na remonty można wydać nieograniczone środki, ale jeśli chcesz wynajmować pokój gościom na tym oszczędzać nie możesz.

źródło: pinterest

O brzasku budzi Cię śpiew ptaków, otwierasz oczy i radośnie wzdychasz na myśl o pięknym dniu na gospodarce. Masz swoją ziemię, zwierzęta i nawet dach nad głową. Zanim jednak zrobisz sobie kawę i siądziesz z tabletem do porannej prasówki, musisz wyjść z ciepłej pościeli, napalić w piecu (ekologicznym! są dopłaty na termomodernizację!!!), wypuścić zwierzęta na pastwiska, napoić, nakarmić (tak, poza trawą potrzebują jeszcze paszy, lizawek i tym podobnych) i życzyć im miłego dnia. A przy kawie możesz zacząć myśleć o zapasach – chociażby paszy na zimę, siana i konieczności składowania ich w stodole (już wyremontowanej). Jeśli myślisz o uprawie warzyw czy zbóż to też przydałoby się podliczyć ile będzie kosztował zakup nasion, nawozów, wynajem sprzętu do przygotowania kawałka ziemi. Robocizna wiadomo, że Twoja własna, ekologiczna. Żeby wiedzieć co siać najlepiej rozejrzeć się po okolicy i zorientować się, co i jak rośnie. Możesz też sprawdzić jakie skupy prowadzone są w okolicy. Jeśli np. liczysz na zbicie majątku na kozim mleku to wiedz, że w Polsce są tylko dwie jego przetwórnie, więc sprzedaż na masową skalę może być trudna. Podstawowe warzywa ogródkowe raczej musisz mieć, ale jeśli marzy Ci się pole lawendy albo innych szparagów sprawdź czy mają szansę wyrosnąć w twojej okolicy.

źródło: pinterest

Jak mówi staropolskie przysłowie – „piniondze” to nie wszystko. Jak widać na założenie malutkiego gospodarstwa agroturystycznego potrzebujesz co najmniej 500 000 PLN tylko na podstawowe rzeczy, nie mówiąc o poduszce finansowej i zabezpieczeniu pierwszego okresu działalności, kiedy zysk będzie żaden, a koszty powoli będą się stabilizować. Z perspektywy „korpo-ninjy” nie wydaje się to jakoś strasznie dużo. Ale nie zapominaj o całym niemonetarnym wkładzie w ten interes. Zapomnij za to o pracy od 9 do 17 (albo nawet od 8.00 do 21.00) od poniedziałku do piątku. Właśnie zaczynasz działalność 24/7. Urlop? OK, jeśli znajdziesz kogoś, kto w tym czasie zajmie się zwierzętami i obejściem (pewnie nie za darmo). Od teraz zrozumiesz, co znaczy wstawać z kurami. Owce czy kozy też czasem chorują i wymagają weterynarza. Po coś też je masz – nawet nie chcę myśleć o hodowli mięsnej, bo jako wegetariance serce mi krwawi, ale jajka same się nie zbiorą, mleko samo się nie wydoi i runo samo się nie ostrzyże – Ty to musisz zrobić. Musisz też podlewać i nawozić to, co masz zamiar jeść lub sprzedawać. Będziesz sprzątać kurniki i obory z odchodów, a jeśli jesteś naprawdę eko to przerobisz je na nawóz. Niedojedzoną trawę trzeba kosić i zbierać – przerośniętej trawy porządna owca nie ruszy (najbardziej lubią zioła i kwiaty!). Drzewa wymagają przycinania gałęzi, bo nie chcesz żeby jakaś spadła Ci na głowę przy większym wietrze, albo co gorsza, na głowę jakiegoś wczasowicza. Sadzonki jarmużu należy pikować celem maksymalizacji produkcji. Plony muszą być zebrane i przetworzone, bo głupio, żeby się zepsuły. Poza tym mają robić wrażenie na gościach, kiedy będziesz je im podawać na własnoręcznie przygotowane śniadanie (albo obiadokolację). Twoje królestwo musi być zadbane, jeśli ktoś ma przyjechać (zapłacić – oby dużo! bo pamiętaj, że sezon nie trwa cały rok!) i rozkoszować się wiejskim relaksem marząc o tym, że może po powrocie do domu rzuci wszystko i wyjedzie w Bieszczady.

źródło: pinterest