Jak być człowiekiem w pracy, czyli czego nauczy nas robot

Gdybym dostawała 5 PLN za każdym razem, kiedy na konferencji HR, spotkaniu HR, albo warsztacie HR pojawia się temat automatyzacji i sztucznej inteligencji w HR, mogłabym już kupić bardzo drogie buty na Moliera. Chyba nie jesteśmy w stanie uciec przed próbami wprowadzenia zarządzania przez algorytmy w naszej branży. I macie rację, jeśli wydaje Wam się, że piszę o tym z nutką nostalgii. Trudno mi bowiem zrozumieć, jak w działce zwanej „human relations” możemy chcieć oddać pole maszynom. Ale może jestem po prostu staroświecka, a już na pewno wielu rzeczy nie pojmuję.

źródło: pinterest

Relacje, nie tylko zawodowe, już w tej chwili są mocno zautomatyzowane. Przecież najchętniej komunikujemy się w pracy mailem (chwała dupokrytkom!!!), coraz częściej wprowadza się firmowe chaty, zamknięte grupy skype’owe albo korporacyjne wersje facebooka tylko do użytku wewnętrznego. Na dobrą sprawę możemy się w ogóle nie spotykać i prowadzić całkiem efektywną komunikację (matko, jak bym chciała móc się z niektórymi nie spotykać!).

źródło: pinterest

Podobnie dzieje się w kontakcie z kandydatami. Mailujemy, wideomailujemy, skype’ujemy, a od jakiegoś czasu chatbotujemy (super trend na rynku). Wszystko to bardzo ułatwia pracę zabieganego rekrutera. Zamiast odpowiadania na milion pytań kandydata o to gdzie będzie spotkanie, czy jak się do niego przygotować, można nagrać filmik, który będzie rozsyłany w mailu lub aplikacji. Oczywiście spersonalizowany! Zamiast odgrzebywać się z drugiego miliona pytań, tym razem od potencjalnych kandydatów, o to jakie mamy oferty pracy i jak wygląda proces rekrutacji, można włączyć chatbota, który odpowie na większość zgłoszeń i wątpliwości, posługując się przygotowanym wcześniej scenariuszem. Ale to jeszcze nic. Na podstawie pytań i reakcji na odpowiedzi narzędzia komunikacji coraz częściej wprowadzają korekty do swoich „zachowań”. Machine learning to jedna z najszybciej rozwijających się dziedzin nauki, wywołująca największy entuzjazm wśród twórców inteligentnych aplikacji.

źródło: dataenthusiast.com

Washington Post w ubiegłym miesiącu opublikował artykuł o nowym narzędziu komunikacji stworzonym przez byłego dyrektora HR w Google’u (część korporacji Alphabet). Laszlo Bock po odejściu z firmy będącej najbardziej pożądanym pracodawcą na świecie, wpadł na pomysł stworzenia aplikacji, która sprawi, że nasze kontakty zawodowe staną się bardziej…ludzkie.  Humu to narzędzie do szturchania. Kojarzycie zaczepki na facebooku, które mają sprawić, że zaczepiony się do Was odezwie? Albo pamiętacie jak w szkole na przerwie dostawaliście łokciem w bok od koleżanki/kolegi na zachętę, żeby na przykład rzucić gąbką w tego nerda, który czytał notatki przed klasówką (kiedyś nie było fajnie być nerdem, a teraz nerdy rządzą światem 😀 )? Humu to ten kolega od łokcia. Narzędzie do motywowania. Elektroniczny trener, a może nawet coach.

źródło: neatorama

Na podstawie danych zbieranych przez haery, Humu dowiaduje się jakiego wsparcia i w jakim obszarze potrzebują konkretni pracownicy. Wiedząc o zebraniu zespołu aplikacja wyśle „szturchańca” do menedżera, zachęcając żeby zaangażował w zebranie zwykle mniej aktywnych pracowników. Przed tym samym spotkaniem Humu szturchnie nieśmiałych członków zespołu, żeby spróbowali się odezwać. Bock i jego ekipa wyszli z założenia, że … ludzie są różni. Oczywiście każda organizacja chce mieć na pokładzie najlepszych menedżerów i inwestuje mnóstwo kasy, żeby ich wyszkolić, coachować, rozwijać i wspierać. Wszyscy jednak wiedzą, jak działają szkolenia i programy rozwojowe – zagadnienia wydają się takie łatwe na warsztatach i spotkaniach. Możemy nawet się na nich czegoś nauczyć, ale kiedy wracamy do środowiska pracy sprawa się komplikuje. Implementacja – oto wąskie gardło wszystkich wspaniałych projektów. Humu ma być przewodnikiem ułatwiającym, małymi krokami, wprowadzić wielkie zmiany. Zadziała?

Nie da się uciec przed automatyzacją i robotyzacją. Chyba nawet nie ma po co przed tym uciekać. Sprawne algorytmy pomagają szybko i efektywnie przeanalizować dane haerowe, które mieliśmy, ale nie bardzo wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. Wreszcie możemy posłużyć się w miękkich obszarach twardymi danymi. Ale żeby nie było za pięknie – odpowiedzialność nadal spoczywa na człowieku. To nadal człowiek musi zdefiniować, jakich danych potrzebuje. To nadal człowiek musi zadawać maszynie właściwe pytania. Automaty mogą być nieocenionym wsparciem odciążając nas z najbardziej żmudnych zadań. Dzięki temu zyskujemy czas na kreację, strategię, czy taką błahostkę, jak budowanie prawdziwych relacji. Jednak choćby nie wiem, jak skutecznie szturchała nas wspierająca aplikacja, na piwo po pracy wolę iść z ludźmi z zespołu.

 

źródło: pinterest