Bardzo subiektywnie o budowaniu marki pracodawcy

Może to zabrzmi nieskromnie, ale jeśli zaczynało się haerową robotę kilkanaście lat temu w konsultingach, to sporo można powiedzieć o employer brandingu. To właśnie firmy konsultingowe jako jedne z pierwszych w Polsce zaczęły promować się wśród kandydatów i pracowników pod kątem rekrutacyjnym. Sama nazwa „Employer Branding” pochodzi jeszcze z ubiegłego stulecia (jak ja z resztą!), ale u nas tego typu działania zaczęły funkcjonować w latach ‚2000. I szczerze mówiąc rozwijają się powoli.

źródło: jobmob.co.il

Jako haerowca, pracownika i kandydata trochę mnie rozczarowują działania EB’owe zdobywające największą popularność na rynku. Oczywiście większość z nich jest bardzo fajna, zabawna i ciekawa, ale zastanawiam się, na ile tak naprawdę budują markę pracodawcy.

źródło: pinterest

Od wielu lat jestem na targach pracy i widzę jak się zmieniają i profesjonalizują. Jest kilka wydarzeń przygotowanych naprawdę świetnie, ale wciąż funkcjonują te małe, trochę festynowe, w których nie bardzo wiadomo o co chodzi, poza tym, że rozdają na nich długopisy i cukierki. Do niedawna EB do tego się sprowadzało. Ulotka, plakat, długopis i chiński gadżet za 2 zeta za sztukę plus brandowanie. Wyścig między firmami o to kto fajniejszy, ciekawszy, bardziej popularny bubelek wymyśli. Bo logo ma się rzucać w oczy i zostać zapamiętane. Co z tego, że poza logo niewiele pozostaje w głowie potencjalnych kandydatów.

źródło: pinterest

Employer branding powoli (ale naprawdę powoli) idzie w stronę prawdziwego budowania marki. Coraz większy nacisk kładzie się na informację, a nie fajerwerki. Widać to również na wspomnianych targach, gdzie z roku na rok coraz mniej gadżetów, a coraz więcej warsztatów, wystąpień i pracowników firm zachęcających do aplikowania na stoiskach. Dziś już nie wystarczy notes i długopis. Kandydat ma wybór i to duży wybór potencjalnych miejsc pracy. A ilu kandydatów podejmuje decyzję o zaaplikowaniu do firmy tylko dlatego, że ta ma fajne gadżety?

źródło: 9gag.com

Moim małym marzeniem jest wrócenie trochę do podstaw i odsunięcie durnostojek na dalszy plan. Może nazwiecie mnie konserwą, ale głęboko wierzę, że nic nie zbuduje lepiej marki pracodawcy niż szczerość w komunikacji, jej profesjonalizm i przystępność.

żródło: dilbert

Ile firm zastanawia się nad kształtem swoich ogłoszeń rekrutacyjnych? Większość pewnie myśli, że to zupełnie nieistotne, bo przecież wszystkie ogłoszenia są takie same. Ale to co i jak w nich umieścisz rzutuje na to, czy kandydat kliknie „aplikuj”. Utarte zwroty, literówki, zdania, które nic nie znaczą, nie świadczą dobrze o pracodawcy. Nie świadczą o tym, że mu zależy. Ile firm pracuje nad swoimi stronami internetowymi nie tylko pod kątem klienta, ale też pracownika i kandydata? W końcu to tu przychodzi w pierwszej kolejności ktoś, kto myśli o pracy w tej firmie. Tu szuka informacji, ale też ogólnego oglądu, stylu, namiastki kultury organizacyjnej. Ile firm szuka kontaktu z konkretnym gronem odbiorców – potencjalnych kandydatów – zapraszając ich do siebie (a nie na wystawne eventy), pokazując warunki pracy (prawdziwe, a nie wystylizowane na potrzeby sesji zdjęciowych), oferując spotkania i warsztaty z pracownikami (a nie mówcami motywacyjnymi)?

źródło: pinterest

W jakiś zupełnie nieracjonalny i niepoparty badaniami sposób, jestem przekonana, że takie spotkania, wirtualne czy twarzą w twarz, robią lepszy employer branding niż najlepsze stoisko z watą cukrową na najlepszej uczelni. Może jestem naiwna, ale wolę przekonywać pracowników firmy do aktywności na linkedin, na ich alma mater, w organizacjach branżowych, niż przekonywać zarząd do wydania tysięcy złotych na piłki antystresowe.

źródło: pinterest

Nie jestem przeciwniczką fajnych akcji EB. Uważam, że czatboty, czy wirtualne wycieczki po biurach to naprawdę świetne pomysły. Całym sercem jestem za programami ambasadorskimi (chociaż bardziej dla pracowników niż osób z zewnątrz). Chciałabym tylko, żeby to był dodatek do solidnej kampanii informacyjnej i merytorycznej, a nie tylko sreberko, w które owinięte jest… nic ciekawego.

Dodaj komentarz