„Wkurz” w pracy, czyli jak dać się porwać zawodowym emocjom (ale nie za bardzo)

Niedawno byłam na warsztacie z grupą pracowników IT. Okoliczności są mniej istotne niż fakt, że w pewnym momencie wyszłam na środek sali i złożyłam emocjonalne oświadczenie, które zakończyło się tak zwanym „pi#$%ole, nie robię”. Wyobrażacie sobie reakcję? Po warsztacie prowadząca zwróciła mi uwagę, że chociaż dobrze gadałam to wyglądało jakbym „strzeliła focha” i że raczej nie powinnam. Problem w tym, że nie umiem i nie chcę tłumić emocji.

źródło: someecards

„Jak się nie dać emocjom”, „Jak zarządzać emocjami”, „Jak radzić sobie i panować na emocjami” – to kilka tytułów wyskakujących w przeglądarce kiedy wrzucam hasło „emocje w pracy”. Żeby była jasność – nie jestem fanką histerii i, pardon my french, darcia ryja, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym 10 godzin dziennie spędzać w emocjonalnym kagańcu.

źródło: pinterest

Wracając do mojego warsztatu – tak, strzeliłam focha! Pracowałam w grupie ludzi, których raczej znam i lubię, więc sobie pozwoliłam. Tak samo pozwalam sobie w gronie moich bliskich współpracowników. Pozwalam sobie okazywać emocje, kiedy dyskutuję na ważne dla mnie tematy. Jestem emocjonalna, kiedy muszę pożegnać pracownika, albo kiedy pracownik się z nami żegna i płacze ze wzruszenia. Czasem bywam emocjonalna na rozmowach rekrutacyjnych – strasznie się wkręcam kiedy kandydaci opowiadają o czymś z pasją, albo kiedy okazuje się, że mamy takie samo hobby. No i zawsze się emocjonuję rozmawiając o psach (a dużo rozmawiam o psach, bo jedno z moich pierwszych pytań kiedy kogoś poznają brzmi „masz psa?”). Jestem emocjonalną otwartą książką i wcale się tego nie wstydzę.

źródło: winkgo

Po pierwsze, nie umiem rozgrywać „house of cards”, więc szczerość, również ta emocjonalna, jest dla mnie ważna. Pewnie kiedy jesteś handlowcem albo negocjujesz jakieś ważne umowy raczej zbytnia wylewność nie jest polecana, ale ja na szczęście jestem tylko haerem. Po drugie ważne jest dla mnie zdrowie, a tłumienie emocji może bardzo negatywnie na nie wpłynąć.

źródło: pinterest

Szereg objawów psychosomatycznych jak bóle głowy, brzucha, kręgosłupa, wysypki czy duszności może świadczyć o stresie wywołanym tłumieniem emocji. Czasem taki stan prowadzi do poważnych chorób, a czasem do histerii przy kserokopiarce, kiedy wkurwiona/y kolejnym zacięciem zaczynasz kopać, bić i krzyczeć, aż ktoś wzywa ochroniarzy żeby powalili cię na ziemię i unieruchomili do czasu przybycia karetki. Nie żebym coś takiego przeżyła.

źródło: pinterest

Czy to oznacza, że jestem zwolenniczką popłakiwania nad rozlaną kawą? Nie zupełnie. Nie znoszę kiedy ktoś się na mnie wydziera, ale rozumiem kiedy sobie pochlipie. Rozumiem wybuch radości, ale nie akceptuję plucia jadem. Jednak nie dzielę emocji na te, które można uwalniać i te zakazane. Wszystkie potrzebują ujścia, bo inaczej cię rozsadzą. Tyle, że możemy różnicować sposoby ich uwalniania. Porad o głębokim oddychaniu i chodzeniu na spacery, kiedy ktoś cie wkurzy można znaleźć w internetach mnóstwo. Są firmy, które fundują pracownikom relaksujące wypady raz na jakiś czas na przykład na paintball, żeby rozładować złość (zwykle szef wraca najbardziej posiniaczony). Inne organizują w biurach zamiast pokoi relaksu, pokoje do wyżycia się. Worki do boksowania, coś czym można walnąć o ścianę, rzutki, odpowiednie wyciszenie. Wszystko fajnie, tylko nie wiem czy chciałabym pracować w firmie mającej w standardzie narzędzia do rozładowywania frustracji. To jak rozdawanie na targach pracy piłek antystresowych – jasny sygnał, co cię czeka w środku.

źródło: pinterest

Jakie jest zatem moje genialne rozwiązanie? Staromodna i zapomniana… szczerość. To nie wstyd powiedzieć współpracownikom „jestem wkurzona, muszę na chwilę wyjść”, albo „nie pytajcie o nic idę się wyryczeć”. Kiedy na spotkaniu ktoś mnie zdenerwuje mogę powiedzieć „przepraszam, ale nie mogę w tej chwili kontynuować tej rozmowy. Wróćmy do tego jak ochłonę”. To z pewnością przyniesie lepszy rezultat niż gdybym miała zacząć walić łbem o ścianę. Metod na wyrzucenie z siebie nadmiaru energii jest mnóstwo i każdy znajdzie coś dla siebie. Grunt żeby sobie na to pozwolić.

źródło: pinterest

Nie ma ludzi nieodczuwających emocji (poza psychopatami, ale dla nich zasadniczo nie ma znaczenia, czy pokazujesz co czujesz, czy nie, bo generalnie mają twoje samopoczucie w dupie). Emocje w pracy są czymś naturalnym! Jeśli ich nie ma, to znaczy że ta praca jest ci obojętna i jeśli jesteś z tym ok to ok, bo przynajmniej stres cię nie dopadnie. Problem pojawia się, kiedy emocje przejmują kontrolę, kiedy przestajesz racjonalnie myśleć i zamiast je uwolnić pozwalasz żeby cie rozsadziły i ochlapały wszystkich wokoło flakami twoich strachów, wkurzów i frustracji.

źródło: buzzfeed

Dodaj komentarz