Dzwoni headhunterka do millennialsa

Jest kilka ważnych rzeczy, o których trzeba pamiętać zmieniając pracę, żeby później nie żałować. Fajnie, jeśli stanowisko ci odpowiada, ważne żeby pieniądze były konkretne. No i jeszcze rozwój – przecież wszyscy zmieniamy pracę, bo szukamy rozwoju ( 😉 ). Ale to nadal za mało!

Źródło: 9gag

Moja przyjaciółka, nazwijmy ją Ę, ostatnio odebrała tajemniczy telefon. Zadzwoniła do niej headhunterka!!! Bosz co za ekscytacja! Bycie głową, na którą ktoś chce zapolować! Taką głową z imieniem i nazwiskiem. Taką, co trzeba było ją wyszukać, pomyśleć, zastanowić się i stwierdzić, że jest warta tych darmowych minut wygadanych w firmowym abonamencie.

Źródło: feedly.com

Miła pani zaraz po zapytaniu czy nie przeszkadza (OMG! serio!?! Przecież od takiego telefonu rośnie status na rynku pracy o +200!) poinformowała, że przeglądając profil Ę na Linkedin pomyślała, że mogłaby zainteresować ją taką jedną rekrutacją. Oczywiście nie może podać nazwy klienta, ale nawet to Ę nie przeszkadzało (to wyraźnie wskazuje, że nie pracuje w IT). Tu nastąpił całkiem szczegółowy opis potrzeb tajemniczego klienta. Padło kilka pytań o doświadczenie Ę w tym zakresie, a wreszcie headhunterka przekazała pałeczkę rzucając: „może ma pani jakieś dodatkowe pytania?”.

Źródło: comedycard.co.uk

I wtedy Ę zrozumiała, że niezależnie od wieloletnich sporów ważnych naukowców, zajmujących się socjologicznym badaniem pokoleń i roztrząsających, w którym roku rodziły się jeszcze Xy, a w którym już Y, ona jest jednak millennialsem.

Źródło: reddit

Pierwsze co moja przyjaciółka powiedziała, to że zanim pójdzie na jakiekolwiek spotkanie musi poznać nazwisko ewentualnego przełożonego. Nastąpiła krępująca cisza, na co Ę zauważyła „wie pani, przychodzi się do firmy, ale odchodzi od szefa”. Rekruterka zapewniła, że jeśli będzie zainteresowanie ze strony klienta, natychmiast poda to nazwisko. Na tym lista pytań Ę w zasadzie się skończyła. Panie uprzejmie sobie podziękowały i w sumie moja przyjaciółka pomyślała, że fajnie, ale pewnie i tak nic z tego nie będzie.

Źródło: pinterest

Pomyliła się (nie pierwszy raz zresztą). Zaproszenie na spotkanie przyszło po dwóch dniach. Padło nazwisko szefa i oczywiście nazwa firmy, którą Ę natychmiast postanowiła sprawdzić. Jasne, nazwa znana, ale co tam konkretnie w środku siedzi? Pierwsze kliknięcia skierowała w stronę zakładki „Nasz Zespół” i tu zaczęły się wątpliwości. Na nowocześnie wyglądającej stronie pojawiła się galeria zdjęć Najważniejszych Osób w Firmie. Samych mężczyzn. Czyżby żadna kobieta nie chciała być w tej firmie Najważniejsza? Pracowało ich tam w końcu sporo.

Źródło: pinterest

Ę pracuje w dziale wewnętrznym, więc w zasadzie biznesowa działalność pracodawcy nie musi jej specjalnie obchodzić. Ale obchodzi. Zaczęła więc czytać o dokonaniach „prężnie rozwijającej się, międzynarodowej firmy o globalnym zasięgu”. Na kilkunastu kolorowych podstronach, wypełnionych pięknymi zdjęciami szklanych budynków i szczęśliwych ludzi, moja przyjaciółka znalazła krótką informację o celu istnienia firmy. Zarabiają pieniądze. Nic w tym złego, w końcu od tego są firmy, żeby zarabiały pieniądze. A jednak Ę chciała wiedzieć po co, tylko nigdzie nie mogła tego znaleźć.

Mimo jakichś tam wątpliwości zdecydowała się iść na rozmowę. Może stronę mieli niezaktualizowaną?

Źródło: reddit

„Fajnie się gadało” – tak mi podsumowała prawie dwugodzinne spotkanie. „Ale zostaję u siebie” – dodała niemal natychmiast. Szef wydawał się miły, ale właściwie niczym jej nie zainteresował, a chciałaby pracować dla kogoś inspirującego, dla kogoś od kogo będzie się uczyć, kto robił fajne rzeczy i umie o tym porozmawiać. Cały zarząd to starsi faceci, a Ę chciałaby pracować w zróżnicowanym środowisku, gdzie miałaby poczucie, że może sięgać wysoko, mimo różnic w kombinacji chromosomów. Kiedy zadała pytanie o misję firmy w odpowiedzi pojawiło się wiele razy coś o „optymalizacji” i „kreowaniu nowoczesnych rozwiązań”. Niewiele jej to mówiło. No i najgorzej, że wszyscy byli ubrani w prawie jednakowe garnitury, a przecież Ę potrzebuje przestrzeni na wyrażanie siebie!

Źródlo: modernanalyst.com

Jak sama Ę powiedziała, pewnie i tak by jej nie wzięli, ale nie miała ochoty tego sprawdzać i już po spotkaniu zadzwoniła do miłej pani headhunterki z informacją, że rezygnuje z dalszych rozmów. Trochę nawet jej było szkoda, bo mówili o bardzo przyzwoitych pieniądzach, ale to nie wystarczyło.

Źródło: postris.com

Niezależnie od tego, czy wierzymy w rynek pracownika czy nie, musimy się pogodzić z tym, że rekrutacja to miecz obosieczny. Do niedawna zarządzającym wydawało się, że pakiet „spoko pensja+szkolenia” wystarczy do przyciągnięcia najlepszych kandydatów. Ale od pewnego czasu mamy na rynku pokolenie millennialsów, które chce więcej. Przede wszystkim więcej sensu, więcej wartości, więcej szacunku dla różnorodności. Pokolenie, które chce więcej dobrego życia, także w pracy. Do tej pory czytałam o tym w mądrych artykułach, myślałam o tym, jako o przyszłości. A tu o! Przyszłość mnie zaskoczyła i już jest. Wyszło na to, że ja też jestem millennialsem.

Źródło: pinterest

Dodaj komentarz