Każdy jakieś hobby ma

Przyznaję, sama to kiedyś robiłam i co gorsza, uważałam za słuszne. Ale ostatnio rozglądając się w przestrzeni ebowej nie mogłam nie zauważyć jakie to przerażające. Te wszystkie kampanie o tym, że nasi pracownicy poza pracą są ludźmi i mają hobby. Who cares?

Źródło: pinterest

Będąc młodym haerem wychodziłam z założenia, że to ważne żeby odczarować korpo świat i udowodnić, że pracują u nas fajni ludzie (bo pracowali!). Chciałam pokazywać tych wszystkich niesamowitych księgowych latających na paralotniach, consultantów przez „c” jeżdżących z plecakiem po Afryce, prawników grających stopami na gitarze elektrycznej i takie tam. Teraz wydaje mi się to takie… słabe.

Źródło: bluntcard

Pomyślcie, czy szukając roboty zastanawiacie się, jak niesamowite rzeczy robią ludzie z tej firmy, kiedy już odejdą od biurek? A jeśli mielibyście możliwość wykonywania ciekawych zadań za solidne pieniądze, ale większość ludzi po pracy szła by do domu na netflix i chill, to odrzucilibyście ofertę? Chciałabym zobaczyć, jak na pytanie „dlaczego do nas zaaplikowałeś?” kandydat odpowiada: „bo widziałem na ulotce tego kolesia od was z controllingu, jak w weekendy jeździ na pstrągi do Omanu” (swoją drogą jako haer sama nie wiem jak taką odpowiedź bym potraktowała).

źródło: cheezburger.com

Dziś patrząc na tak zbudowane kampanie EB mam wrażenie, że ktoś tu coś ukrywa. No bo po co reklamować pracę poprzez trąbienie wokół o tym, jak cudownie jest po pracy? Może to jak z reklamą czekolady, gdzie szczupli ludzie o śnieżnobiałych uśmiechach zachwycają się jej smakiem odwracając uwagę od kaloryczności i wpływu na zęby? Kiedy pracodawca buduje wizerunek promując to, co robią w czasie wolnym jego pracownicy, to jakby mówił:

tyle marudzą, że jak się pracuje w X to nie ma życia, a popatrz na Henia i Franię jakie super rzeczy robią za hajs zarobiony u nas

Oczywiście nie trzeba dodawać, że hajs zarobiony ciężką harówą, często po godzinach.

źródło: patricmemes.com

Trochę ostatnio wypadłam z rynku EB i zastanawiam się, czy to naprawdę nadal działa? Może to starość przeze mnie przemawia, ale wolę kiedy firmy chwalą się tym, czym można się zajmować w trakcie godzin pracy, a nie po odbiciu karty wyjściowej. Komunikat od pracodawcy, że będę w tej firmie robiła coś istotnego, wydaje mi się bardziej przyciągający uwagę niż to, że będę mogła rozwijać swoje hobby, jak już uda mi się wydostać z biurowca. Budowanie wizerunku wokół „zobacz jacy fajni jesteśmy po pracy” pachnie mi bezsensownymi „dupogodzinami”, wielogodzinnymi „confcall’ami” i milionem nudnych raportów, których i tak nikt nie przeczyta.

źródło: reddit.com

Wiem, pewnie przesadzam i za tymi kampaniami faktycznie stoi ktoś, kto chce powiedzieć „hej! pracuj z nami, bo jesteśmy fajni!”. Ale mój rekruterski cynizm podpowiada, że jeśli to jedyny argument jakim firma może przyciągnąć do siebie ludzi, to trzeba popracować nad nowym Employee Value Proposition