Jesteś dla nas za dobry

Bycie dobrym kandydatem jest trudne. Nie dość, że trzeba umieć to, co powinno się umieć, to nie można umieć tego ani mniej, ani niestety więcej niż oczekuje pracodawca.

źródło: thecrowbarcomics

A bywają takie sytuacje, kiedy człowiek odpowiada na ogłoszenie, o którym wie, że jest poniżej jego kompetencji. I nie robi tego z desperacji, ani nawet z lenistwa. Czasem zwyczajnie dochodzi do wniosku, że obecna praca nie daje mu już satysfakcji, albo męczy, albo przerasta. Jeśli zastanawiasz się w którym kierunku dalej chcesz zmierzać, decyzja o cofnięciu się o krok w „karierze” czasem jest najlepszą opcją. Sama taką postawę bardzo cenię, bo wymaga odwagi.

źródło: someecars

W procesie rekrutacji tacy kandydaci mają jednak pod górkę. Jak przekonać haery i menedżera, że nie szukam fuchy na chwilę i nie ucieknę po 3 tygodniach, jak tylko dostanę lepszą ofertę? Nie ma złotej reguły. Wszystko zależy od ludzi, z którymi się rozmawia. Zawsze trzeba pamiętać, że rekruter też człowiek. Ma swoje wdrukowane wzorce zachowań i być może nawet przez myśl mu nie przejdzie, że normalny, dobry pracownik chce robić mniej niż potrafi, za mniej niż by mógł. Wierzcie mi, byłam w takiej sytuacji jako kandydat i obserwowanie konsternacji ludzi z haerów było przezabawne. Ale roboty nie dostałam.

Źródło: pinterest

Trudno się dziwić obiekcjom pracodawców, bo praktyka łapania pracy na przeczekanie wcale nie jest rzadka. I żeby jeszcze chodziło o to, że pracownik po miesiącu odchodzi, bo trafiło się coś lepszego. Gorsza sytuacja jest, kiedy nowy pracownik zaczyna szybko rozglądać się wewnątrz organizacji za możliwością zmian. Absolutnie nie bronię nikomu ambicji, ale jeśli zatrudniasz się na stanowisku specjalisty, a po dwóch miesiącach dochodzisz do wniosku, że właściwie to powinieneś być ekspertem, to ten związek nie ma przyszłości. Tego typu sytuacje powodują jedynie frustracje pracownika, bo przecież nie może się rozwijać, i pracodawcy, bo przecież pytał, czy to co ma do zaoferowania wystarczy i usłyszał zapewnienie, że owszem.

źródło: someecards

Z przekwalifikowanymi kandydatami bywa trudno. Ale to „trudno” polega na tym, jak wytłumaczyć człowiekowi, że chociaż jest super, to go nie zatrudnimy. Sprawy się komplikują, kiedy przekwalifikowany jest pracownik.

To trudna rozmowa, kiedy pracownik chciałby rozwoju na stanowisku, które w perspektywie 5 lat przestanie istnieć. Tak wygląda niestety rynek pracy. Wciąż powstają nowe zawody, a inne wciąż z rynku znikają. Na tym polega automatyzacja procesów. I teraz wyobraźcie sobie człowieka, który przez 20 lat pracował na swoim stanowisku i nawet był w tym dobry, ale świat pędzi. Tego stanowiska za chwilę nie będzie i jego umiejętności nie będą potrzebne. Ale przecież ten człowiek nie jest tak głupi, żeby siedzieć bezczynnie z założonymi rękami i czekać na zamknięcie „zakładu”. On się rozwija. Tu zrobi kurs, tam szkolenie, jeszcze gdzie indziej certyfikat. Gromadzi dokumenty i idzie z nimi do szefa. Chciałby dostać podwyżkę i stanowisko, na którym mógłby wykorzystać swoje umiejętności. Ale firma akurat tych umiejętności zupełnie nie potrzebuje.

źródło: someecards

Bardzo trudne jest powiedzenie komuś, że to nie jego wina, ani nawet nasza, że to świat trochę się pokręcił i jakoś tak wyszło, że twoja praca nie kosztuje już tyle co dawniej. I nie, nie dostaniesz takiej podwyżki o jakiej byś marzył. A to, że się rozwijasz jest świetne chociaż jeszcze świetniejsze byłoby gdybyś przebranżawiał się w tym samym kierunku, co firma w której chcesz pracować.

Źródło: dilbert.com

Ludziom przekwalifikowanym nie jest lekko. Być „zbyt” czasem jest tak samo źle jak być „niemal”. To wyzwanie, z którym rynek pracy będzie się musiał zmierzyć. Kiedy znikną pewne specjalizacje trzeba będzie „zagospodarować” zawodowo pozostałych po nich specjalistów. Kiedy firmy wyprodukują rzesze wypalonych ekspertów rynek musi mieć miejsce na wchłonięcie ich mniejszych kompetencji na niższych stanowiskach. Kto wie, czy nie stworzy nam się nowa piramida zatrudnienia, gdzie u podstaw znajdą się tysiące ludzi w wieku przed- lub około emerytalnym, których kompetencje zdezawuują się do poziomu podstawowych prac pozostałych po automatyzacji. W środku będziemy mieli grono ludzi dojrzałych, którzy z czubka piramidy owiewanego wrogimi wiatrami „kariery” postanowili wrócić na bezpieczną pozycję „pomiędzy”. Wyżej będą się wspinać młodziaki o najbardziej poszukiwanych kompetencjach cyfrowych i z jeszcze niekończącą się energią. A na samym szczycie usiądą w wygodnych fotelach osobniki zarządzające sztuczną inteligencją.

źródło: pinterest