3 kategorie konferencji dla haera i czemu za niektóre nie warto płacić

Kiedy zapytasz kandydata na rozmowie rekrutacyjnej, czemu zmienia pracę, w 98% przypadków powie, że chce się rozwijać (pozostałe 2% chce więcej zarabiać albo „skończył się projekt”). Każde szanujące się haery projektują jakiś program rozwojowy – czasem nawet sensowny. Wreszcie sami trochę chcielibyśmy się rozwijać i szkolić na różnej maści warsztatach i konferencjach haerowych. I kiedy wracamy z takiej imprezy, zaraz po pytaniu czy jedzenie było dobre, pada czy było coś ciekawego.

źródło: someecards.com

Powiem wprost – rzadko bywa coś ciekawego dla ludzi, którzy pracują w tej branży X lat, trochę sobie czytają różnych zagranicznych magazynów i mają wokół siebie ludzi z różnymi doświadczeniami. Haery nie są nauką ścisłą! Czasem z nauki korzystają, ale na konferencjach z niewiadomych przyczyn mówi się o tym mało albo wcale. W ogóle konferencje haerowe dzielą się na 3 kategorie:

źródło: dilbert.com

Po pierwsze „towarzystwo wzajemnej adoracji” – spotkanie osób w branży znanych i popularnych. Czasem nawet lubianych. Jest miło, dużo uśmiechów, zasadniczo wciąż te same prezentacje tylko z innymi obrazkami. Fajne jeżeli chcesz wkręcić się w towarzystwo i może nawet porozmawiać z ludźmi, których czasem boisz się zaprosić do znajomych na linkedinie. Jedzenie zwykle bywa słabe.

źródło: pinterest

Po drugie „technologia głupcze” – w zasadzie to rzadko spotkania haerowe. Częściej ogólnobiznesowe, gdzie wątek ludzki jest raczej poboczny i służy jako tło do opowiadania o nowych narzędziach i trendach cyfryzacyjnych na świecie. Ja na przykład takie wydarzenia lubię – tu zobaczysz statystyki, wyniki badań i predykcje, które niewiele mają wspólnego z tworzeniem ogłoszeń rekrutacyjnych i programów wellbeingowych, ale pozwalają Ci złapać szerszy kontekst. Zwykle większość prelegentów to zagraniczni eksperci, a bilety są cholernie drogie.

źródło: pinterest

Wreszcie konferencje „blisko ludzi”, czyli motywacyjne. Coś, co nadal mnie zadziwia i wkurza. Zwykle mają piękne kolorowe reklamy, z pięknymi ludźmi o pięknych uśmiechach. Tanie nie są, a występują na nich… mówcy. Serio – mówcy z zawodu, którzy zwykle haeru nie dotknęli chyba, że skończyli jakieś internetowe studia z zarządzania zasobami ludzkimi. Takie trzymiesięczne na zaliczenie. Ostatnio reklama tego typu konferencji atakuje mnie przy każdym odpaleniu fejsbuka. Tytuł ciekawy, więc pomyślałam – sprawdzę. Nazwiska w świecie „motywacyjnym” pewnie znane, ale mi nic nie mówiące. Żadnego za to eksperta z pierwszej z wymienionych przeze mnie kategorii. Każdy z prelegentów oczywiście ma piękny profil na linkedinie, profesjonalne zdjęcie z dłonią pod bródką, albo skrzyżowanymi ramionami, a w miejscu gdzie wpisuje się stanowisko, u większości jakieś CEO, czy inny prezes działalności własnej. W doświadczeniu… występowanie na konferencjach.

źródło: bizarrocomic.com

Haerowa oferta konferencyjna w Polsce jest taka sobie, chociaż dla ludzi zaczynających w tej branży może być wystarczająca. Na spotkaniach typu „kółko wzajemnej adoracji”, mimo pewnej wtórności tematów, jest się od kogo uczyć. Pokazują się tam ludzie bardzo doświadczeni i tylko trzeba umieć z nich wyciągnąć prawdziwie interesujące informacje, których w prezentacjach na pewno nie znajdziecie. Ale właśnie ze względu na małą dostępność ciekawych wydarzeń haerowych, a jednocześnie szerokie grono ludzi zainteresowanych tematem, wkurzają mnie samozwańczy eksperci. Łatwo jest pokrzykiwać ze sceny, że to człowiek jest w firmie najważniejszy, gorzej, kiedy trzeba podać konkretne rozwiązania czy dobre praktyki. Tak, „mówcy” często znają najbardziej popularne zwroty, zwłaszcza w języku lengłydż, żeby brzmiało bardziej światowo. Ale nic za tym nie stoi. Żadna praktyka, żadne doświadczenie, żadne błedy, próby i frustracje, których haer jest pełny.

źródło: dilbert.com

Wkurza mnie naciąganie ludzi, którzy chcą się czegoś nauczyć, często nie do końca samemu wiedząc czego. Nie dajcie się nabierać. Sprawdzajcie ludzi, którzy chcą Was szkolić, bo może się okazać, że wiedzą mniej niż Wy.